Puerto de la Cruz - Tak się bujamy
Hiszpania,  Podróże,  Teneryfa

Puerto de la Cruz – cisza, zieleń i słynny Loro Parque.

Puerto de la Cruz to piękne miasto i kurort turystyczny położony na północy Teneryfy w malowniczej dolinie La Orotava. Miasteczko jest niewielkie, liczy ok. 30’000 mieszkańców. Oddalone zaledwie o 5 km od Villa de La Orotava i około 30 km od Santa Cruz de Tenerife.
Już w 1502 roku wzmiankowano w kronikach, że istniała tu miejscowość z portem zależna od La Orotavy. Początkowo była to wioska rybacka, która rosła wraz z rozkwitem handlu. Port stał się najważniejszy na wyspie kiedy erupcja wulkanu zniszczyła Garachico w 1706 r. Od tego momentu zaczyna się szybki rozwój socjalny i ekonomiczny miasteczka. Handlowano głównie cukrem, który stopniowo był wypierany przez wino.
Miasteczko nosiło nazwę Puerto de La Orotava aż do 1808 r., kiedy to uzyskało pełną niezależność od La Orotavy. To właśnie wtedy, aby uczcić to doniosłe wydarzenie, zmieniono nazwę na obecną – Puerto de la Cruz.
Piękne widoki, wspaniała roślinność, łagodny klimat spowodowały że od początku XIX w. do miasteczka zaczęli coraz liczniej zjeżdżać podróżnicy, botanicy, pisarze. Otwarto pierwsze sanatorium na Wyspach Kanaryiskich. Pod koniec XIX w. otwarto ekskluzywny Grand Hotel Taoro, oraz przebudowano liczne kamieniczki w centrum na hotele. Niektóre istnieją do dziś – Marquesa, Monopol. Puerto de la Cruz stało się kolebką turystyki na archipelagu. Miasto bardzo lubili i często tu bywali m.in. Alexander von Humboldt, Leopold von Buch, William Wilde, Paul McCartney, Ringo Starr.

Tak Się Bujamy do snu, czyli kilka propozycji noclegu w Puerto de la Cruz.
Apartamentos Masaru

Przyjemne apartamenty blisko centrum.

Hotel Marquesa

Piękny i stylowy.

Pensión Rosa Mari

Miły pensjonat w centrum.

Zwiedzamy Puerto de la Cruz.

Wędrując malowniczymi uliczkami Puerto de la Cruz zachodzimy do portu, aby obejrzeć Casa de la Real Aduana – czyli królewski skład celny z 1620r. Istnieje teoria, że obecna nazwa miasteczka pochodzi od krzyża umieszczonego na składzie celnym (tak tego na zdjęciu).

Casa de la Aduana
Casa de la Real Aduana

Pięknie zdobione okna i balkony stanowią typowy przykład architektury kanaryjskiej. Ostatnie formalności celne załatwiono tu około 150 lat temu. Obok znajduje się wąska przystań rybacka. W godzinach porannych, kiedy wpływają do niej łodzie, robi się gwarno. Rybacy zachwalają swój towar, a kupujący głośno się targują.

Dla ochrony portu przed piratami wybudowano w XVIII wieku niewielki fort – La Batería de Santa Bárbara. Zaprojektował go Jerónimo Mines i były to pierwsze z wielu umocnień, które w XVIII wieku zamożna rodzina Franchy wzniosła na Teneryfie. Niedaleko znajdują się dwie małe, wulkaniczne plaże oraz kompleks basenów Lago Martianez, gdzie często odbywają się różne koncerty.

Ermita de San Telmo
Ermita de San Telmo

Po drodze warto obejrzeć kaplicę San Telmo (Ermita de San Telmo) zbudowaną przez marynarzy w 1780 r. i poświęconą ich patronowi. Niedaleko znajdują się jeszcze dwa wspaniałe kościoły. Iglesia de San Francisco, czyli kościół św. Franciszka, został zbudowany w latach 1599-1608 i jest najprawdopodobniej najstarszym budynkiem w Puerto de la Cruz. Iglesia de Nuestra Señora de la Peña de Francia to najważniejsza świątynia w mieście. Wybudowana w latach 1684-1697. Wnętrze jest bogato zdobione, szczególnie nastawa barokowego ołtarza z XVIII w. Mieliśmy „przyjemność” uczestniczyć tutaj w najkrótszej mszy naszego życia. W niedzielę po południu spacerowaliśmy po przepięknym placu w centrum miasta – Plaza del Charco. Sporo było tu miejscowych grających w karty albo szachy. Postanowiliśmy pójść na popołudniową mszę. Weszliśmy do Iglesia de Nuestra Señora de la Peña de Francia i czekaliśmy na rozpoczęcie nabożeństwa. Ksiądz proboszcz rozpoczął mszę jeszcze w zakrystii, a kiedy z niej wyszedł był już przy kazaniu. Cała msza, razem z komunią i ogłoszeniami, trwała 15 góra 20 minut. Wracając z powrotem do zakrystii rzucił przez ramie adiós amigos. Sekundę później przeleciał przez kościół w dżinsach i flanelowej koszuli w kratę. Pewnie spieszył się na popołudniową kawę. 😉

Teraz powolutku spacerując i zaglądając w boczne uliczki idziemy na kolejną plażę – sporo ich jest w Puerto de la Cruz.

Dotarliśmy do czarnej, wulkanicznej plaży Playa Jardin. Aby ją stworzyć musiano wydobyć z oceanu 200 tys. m³ czarnego piasku, oraz zbudować w oceanie sztuczną rafę by woda jej nie spłukała. Tuż przy niej znajduje się niewielki zamek San Felipe (Castillo San Felipe) zbudowany w latach 1630-1644 dla obrony przed piratami.

Idąc wzdłuż plaży docieramy do Loro Parque. Niesamowity park, pełen zwierząt. Cały dzień trwają różne pokazy, a to delfiny, a to orki, papugi, foki. Założył go w 1972 roku Wolfgang Kiessling. Początkowo obejmował obszar 1,3 hektara i prezentowano w nim około 150 papug. Obecnie park rozrósł się do 13,5 hektara i jest domem dla ponad 4000 papug z 350 gatunków. Jest to największa na świecie kolekcja i park jest jednym z najważniejszych ośrodków badań i ochrony papug. Znajduje się tu też największe delfinarium w Europie. Największa na świecie kryta sala z pingwinami. Największa tajska wioska poza Tajlandią. Oraz oczywiście orki – jedno z dwóch miejsc w Europie gdzie można je zobaczyć. Co roku park odwiedza ponad 40 mln gości. Szczerze polecam spędzić tu cały dzień – niesamowita frajda zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Z centrum Puerto de la Cruz (przystanek jest przy kaplicy San Telmo) odjeżdża co kilka minut darmowa kolejka do bram Loro Parque.

Wracając do miasta warto wpaść na chwilkę na zakupy do miejskiej hali targowej – Mercado Municipal. Pełno tu sklepików ze świeżymi owocami, warzywami, rybami, serami, mięsem, wędlinami, przyprawami, gotowymi potrawami kuchni kanaryjskiej na wynos. Te ostatnie polecam – sami kupiliśmy kilka różnych na spróbowanie, pycha. Maja też dania bezglutenowe. Dodatkowo w środy i soboty odbywa się tu pchli targ.

Cafe de Paris

Na zakończenie dnia warto usiąść w jednej z restauracji lub kawiarni i zamówić karafkę sangrii, czy miejscową kawę. Nam bardzo przypadł do gustu lokal zaraz przy Lago Martianez – ten na zdjęciu (Café de París, Av.Calón 2). Bardzo miła obsługa, fajny klimat. Mogę szczerze polecić. Siadaliśmy przy tym pierwszym stoliku od strony oceanu i obserwowaliśmy zachody słońca, przy kieliszku sangrii, mojej ulubionej miejscowej kawie – barraquito i dymku z cygara.

Cześć, Rafał i Magda (RiM) witają na stronie taksiebujamy.pl. Od kilku lat mieszkamy i pracujemy w Kopenhadze, oraz włóczymy się po świecie. Oprócz podróży lubimy dobre jedzenie, o kawie nawet nie wspomnimy - najlepiej smakuje o poranku, przed namiotem, gdzieś na odludziu.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Przeczytaj politykę prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close