Hiszpania,  Podróże,  Teneryfa

Zdobywamy Pico del Teide.

Pico del Teide mierzy 3’718 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem Hiszpanii, oraz najwyższym szczytem na wyspach Oceanu Atlantyckiego. Jego całkowita wysokość, liczona od dna oceanu, to około 7’500 m co czyni go trzecim najwyższym wulkanem na Ziemi. Wielu żeglarzy i podróżników, którzy przepływali obok Teneryfy pomiędzy XIV a XVIII wiekiem, rozpowszechniło w Europie myśl, że może to być najwyższa góra na świecie. Pierwszy poprawny pomiar wysokości Teide w 1776 r. dokonał francuski naukowiec Jean Charles de Borda – 3’713 m n.p.m. Badania wysokości z lat 70 XX w. wykazały, że wulkan urósł – 3’715 m n.p.m. Obecne badania wykazują, że wulkan ma 3’718 m n.p.m. czyli cały czas rośnie. Pico del Teide jest zaliczany do czynnych wulkanów. Ostatnia erupcja miała tu miejsce w 1909 r. W roku 2003 zanotowano wzrost aktywności wulkanu. Pojawiła się rysa w południowo-wschodniej części stoku. Aktywność ustała, ale badania sugerują wzrost poziomu magmy. W okolicach szczytu jest kilka małych, aktywnych kraterów, z których wydobywają się gazy – m.in. dwutlenek siarki oraz siarkowodór.

Echeyde (Piekielna Góra, lub dosłownie Piekło) była świętą górą Guanczów i siedzibą bogów. Wierzyli oni, że szczyt góry sięga samego nieba. Według legendy demon Guayota porwał Mageca (boga światła i słońca) i uwięził go pod wulkanem, pogrążając świat w ciemności. Guanczowie błagali swojego najwyższego boga Achamána o pomoc. Ten wysłuchał ich błagań i po zaciętej walce zwyciężył Guayotę. Uwolnił Mageca, a Guayotą zatkał wylot krateru. Kiedy następowała erupcja wulkanu lub trzęsienia ziemi, co oznaczało, że Guayota próbuje się wydostać, Guanczowie palili wielkie ogniska, aby go przestraszyć.

Zdobywamy Pico del Teide.

Droga na Teide.

Planując nasz pobyt na wyspie postanowiliśmy, że koniecznie musimy zdobyć szczyt. Wyszukałem więc wszystkie możliwe informacje o nim i okazało się, że potrzebne na to jest pozwolenie z ministerstwa turystyki (podobno można je też uzyskać na stronie parku narodowego – nie sprawdzałem). Wejście na szczyt jest ściśle kontrolowane – w ciągu dnia może wejść maksymalnie 200 osób. Spowodowane jest to względami bezpieczeństwa oraz ochroną przyrody. Na wejście i zejście do punktu kontroli ma się 2 godziny. Wypełniliśmy więc formularz na stronie ministerstwa, zaznaczyliśmy datę oraz godziny jakie by nas interesowały i wydrukowaliśmy zezwolenie. Rezerwacje robiliśmy cztery miesiące wcześniej i prawie nie było już wolnych terminów. Pozwolenie jest bezpłatne.

Poniedziałek rano. Pobudka, szybkie śniadanko i w drogę, bo pomiędzy 9 a 11 mamy wyznaczony termin. Wyruszyliśmy samochodem z Puerto de la Cruz (cieplutko 21 stopni) i poprzez La Oratowę, Bebedero, Aguamansa, dotarliśmy na parking przy kolejce linowej. Cały czas piękne widoki, miejscami gęsta mgła, miejscami przebijaliśmy się przez chmury. Robiło się coraz chłodniej – widzieliśmy miejscowych w lekkich kożuszkach.

Las Cañadas
Las Cañadas

Na terenie kaldery Las Cañadas było już troszkę cieplej. Skończyły się lasy, ale widok piękny.

Parking był jeszcze pusty. Do punktu kontroli można dojechać kolejką linową Teleférico del Teide ma ona swój początek na wysokości 2356 m, a stacja końcowa znajduje się na wysokości 3555 m. Cena 27 € od osoby w obie strony. Wagonik pokonuje te 1200 metrów w 8 minut. My polecamy wspinaczkę – od parkingu wiedzie dobrze oznaczony i łatwy szlak do stacji końcowej kolejki.

Przechodzimy przez bramkę kontroli – jedna kopia pozwolenia dla pana, kserokopie paszportów (pamiętajcie o nich) i opcjonalnie nr. kontaktowy.

Ostatni etap to niby tylko niecałe 170 m przewyższenia, po trasie około 800 metrów, ale wysokość zrobiła swoje i serce troszkę kołatało 😉 . W mijanych kraterach widać ślady siarki, oraz osprzęt monitorujący aktywność wulkanu. Unosi się też „zapach” zgniłych jajek. Ze szczelin wydobywa się gorący gaz – nie przykładać rąk! – ma około 80-100°C. Ze szczytu roztaczał się wspaniały widok. Jak nie ma chmur, albo nie wieje piasek z Sahary, widać cały archipelag Wysp Kanaryjskich. Pico del Teide słynie z tego, że podobno rzuca najdłuższy cień na Ziemi. Niestety nie dane było nam tego zaobserwować.
Fajne uczucie siedzieć na szczycie aktywnego wulkanu.

Po zejściu z góry, trzeba się zameldować ponownie u strażnika – zaznacza w systemie, że szczęśliwie zeszliśmy.

Bajeczne kolory
Bajeczne kolory

Zjechaliśmy kolejką i w drodze na parking (był już nabity po brzegi) ukazał nam się ten wspaniały widok.

Cześć, Rafał i Magda (RiM) witają na stronie taksiebujamy.pl. Od kilku lat mieszkamy i pracujemy w Kopenhadze, oraz włóczymy się po świecie. Oprócz podróży lubimy dobre jedzenie, o kawie nawet nie wspomnimy - najlepiej smakuje o poranku, przed namiotem, gdzieś na odludziu.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Przeczytaj politykę prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close