Podróże,  Szwajcaria

Matterhorn

Matterhorn jest jednym z najbardziej znanych szczytów świata, a jego sylwetka jest często utożsamiana z symbolem góry w ogóle. Kto z Was nie kojarzy tego charakterystycznego kształtu przypominającego piramidę. Odkąd pamiętam zawsze chciałem zobaczyć tę górę na własne oczy, a nawet jeśli by się udało to i wspiąć na nią. Jeszcze nie w tym roku, ale przynajmniej mam dodatkowy powód by tu wrócić. 😉

Täsch - widok z campingu
Täsch – widok z campingu

Od strony szwajcarskiej najwygodniej jest dojechać do położonej w dolinie Mattertal w Alpach Pennińskich niewielkiej miejscowości Täsch. Tu kończy się droga. Samochód możecie zostawić na jednym z kilku dużych parkingów. Täsch jest dużą bazą narciarską i ośrodkiem sportowym. W 1985 roku odbyły się tutaj mistrzostwa świata juniorów w narciarstwie klasycznym. Zatrzymaliśmy się na niewielkim, ale naprawdę bardzo fajnym, campingu Alphubel, położonym niedaleko stacji kolejki. Nie ma tu rezerwacji, ale jak zapewnił nas bardzo miły właściciel, miejsce zawsze się znajdzie. Ceny jak na Szwajcarię przystępne – 6 franków za auto, dorośli 9, a dzieci 4,5 franka.

Do Täsch dotarliśmy wieczorem. Następnego dnia, z samego rana, pojechaliśmy kolejką do Zermatt. Koszt takiej przyjemności to 16,4 franka w obie strony. W mieście zabroniony jest ruch pojazdów spalinowych. Kursują po nim pojazdy elektryczne (przeważnie akumulatorowe) i dorożki konne. Nie prowadzi do niego żadna ogólnodostępna i utwardzona droga. Zermatt znajdujące się w górnej części doliny Mattertal, na wysokości 1616 metrów n.p.m., jest jedną z najpopularniejszych miejscowości wypoczynkowych w Szwajcarii, oraz jednym z największych ośrodków sportów zimowych i wspinaczek górskich w tym kraju. Nic dziwnego, w końcu w pobliżu znajduje się 38 z 54 szczytów szwajcarskich liczących więcej niż 4000 metrów. Niektóre z najbardziej znanych to Dufourspitze w masywie Monte Rosa (4634 m), Dom (4545 m), Liskamm (4527 m), Weisshorn (4506 m) i oczywiście Matterhorn (4478 m). W mieście możecie kupić niezliczoną ilość charakterystycznych pamiątek – scyzoryki, swetry, zegarki, czekolady etc. Są tutaj trzy duże sklepy wspinaczkowe i supermarket (na końcu głównej ulicy – za jej początek uznając dworzec). Ceny sprzętu porównywalne są z polskimi – okazji raczej nie upolujecie. Ceny pozostałych artykułów są trzy – czterokrotnością polskich.
Informacje turystyczne oraz meteo możecie uzyskać w biurze przewodników, mniej więcej w połowie głównej ulicy.

Taka mała ciekawostka. Od Zermatt pochodzi nazwa zermatyzmu – antropologicznej pseudonauki stworzonej przez polskiego artystę Stanisława Szukalskiego. Był on przekonany, że dawniej wszyscy ludzie mówili wspólnym językiem zbliżonym do polskiego. Przez ponad 40 lat napisał 43 tomy (liczące łącznie 25 tysięcy stron maszynopisu) i wykonał do nich około 22 tys. ilustracji wykonanych w technice drzeworytu sztorcowego. W tym ogromnym dziele udowadniał swoja teorie, oraz przedstawiał historię Ziemi. Opracował też formę prajęzyka, tzw. macimowę, od której miałyby wywodzić się wszystkie języki świata. Jego zdaniem przodkowie Polaków mieszkali na Wyspie Wielkanocnej, następnie przenieśli się pod Matterhorn w Szwajcarii, skąd z okolic Zermatt przybyli do Polski. Od ZER-MATT (czyli w macimowie Zorzy Matka) pochodzi słowo sarmata. Sarmaci, prowadzeni przez Wojewodów (czyli tych co „Wodzą Między Wodami”), zaczęli się osiedlać na łachach piasku powstałych wskutek opadania poziomu morza. Dlatego przezywano ich Łachami, a z czasem – Lachami. Żyjąc tak odcięci od świata, na bagnach i rozlewiskach, Lechici stosunkowo długo zachowali czysty prajęzyk.

Riffelberg
Riffelberg – stacja kolejki

W Zermatt możecie wejść na któryś z licznych szlaków prowadzących w góry, lub skorzystać z którejś z kolejek. My wsiedliśmy do kolejki Zermatt – Gornergrat. Przejazd całego odcinka kosztuje, w zależności od sezonu, od 38 CHF (zimą) do 57 CHF (latem). Po drodze jest kilka przystanków – Rotenboden, Riffelberg, Riffelalp, Findelbach. Zawsze możecie wsiąść lub wysiąść wcześniej, dostosowując trasę do własnych potrzeb.

Wysiadając na Gornergrat lub Rotenboden macie możliwość podziwiać drugi co do wielkości lodowiec w Alpach – Gornergletscher (57 km²). Jego długość to obecnie około 12,4 km, a szerokość dochodzi do 1,5 km. Niestety jak prawie wszystkie lodowce na Ziemi, w skutek ocieplenia klimatu, Gornergletscher kurczy się około 30 m rocznie. Bywają lata gorsze – tylko w 2009 r. stracił 290 metrów. Od czasu ostatniej dużej ekspansji (w czasach nowożytnych, po ostatnim zlodowaceniu) w 1859 roku stracił ponad 2500 metrów.

Matterhorn
Matterhorn

Matterhorn (wł. Monte Cervino, fr. Mont Cervin; 4478 m n.p.m.) to szósty pod względem wysokości samodzielny szczyt alpejski i jednocześnie jeden z najpóźniej zdobytych, nie tyle z uwagi na rzeczywiste trudności techniczne, co ze względu na odstraszający wygląd. Oficjalnie 14 lipca 1865 roku o godzinie 13:40 na wierzchołku Matterhornu stanęli pierwsi ludzie. Był to 7-osobowy zespół Edwarda Whympera (lat 25), który po kilku nieudanych próbach, osiągnął szczyt wspinając się granią Hörnli. Niestety, podczas zejścia cztery osoby zginęły, spadając w przepaść. Ze szczytu powrócili jedynie Whymper i Taugwalderowie (ojciec i syn – szwajcarscy przewodnicy alpejscy). Wypadek spowodował najmniej doświadczony z alpinistów, Douglas Hadow (19 lat), który podczas schodzenia przewrócił się i wpadł na prowadzącego Michela Croza, a gdy obaj zaczęli się zsuwać w przepaść, pociągnęli za sobą połączonych z nimi liną Charlesa Hudsona i Francisa Douglasa. Pozostali trzej wspinacze ocaleli, gdyż słabsza lina łącząca Douglasa z Peterem Taugwalderem synem pękła.
10 lat później w 1875 roku po raz pierwszy zdobyto szczyt zimą. W 1894 roku miało miejsce pierwsze polskie wejście, którego dokonali Marian Smoluchowski z towarzyszami.

Okolice Matterhornu są bardzo ciekawe. Niesamowite widoki. Szlaki dobrze oznaczone. Dość mocno zatłoczone. Nie wiem jak w okresie zimowym, ale latem były ogromne ilości turystów z Chin, Korei i Indii.

 

Cześć, Rafał i Magda (RiM) witają na stronie taksiebujamy.pl. Od kilku lat mieszkamy i pracujemy w Kopenhadze, oraz włóczymy się po świecie. Oprócz podróży lubimy dobre jedzenie, o kawie nawet nie wspomnimy - najlepiej smakuje o poranku, przed namiotem, gdzieś na odludziu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Przeczytaj politykę prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close