Hiszpania,  Podróże,  Teneryfa

La Orotava – perła Teneryfy.

La Orotava, a właściwie Villa de La Orotava jak brzmi pełna nazwa, jest jedną z najstarszych miejscowości na Teneryfie, położona na północy wyspy w dolinie o tej samej nazwie – La Orotava (pełna nazwa El Valle de la Orotava). To piękne, nieduże miasteczko (ok. 42’000 dusz) o charakterze kolonialnym. Już Guanczowie docenili walory tego miejsca zakładając tu swoją osadę. Położona pośrodku najbujniejszej części tej zielonej doliny, gdzie przed konkwistą płynęły wartkie potoki spływające z gór, a żyzna ziemia dawała ludziom wszystko co potrzeba do przeżycia. Nic więc dziwnego, że już na początku XVI w. Hiszpanie zbudowali tutaj swoje wspaniałe miasto. Bogactwo przyniosła mu uprawa trzciny cukrowej, oraz wino, które następnie eksportowano statkami na cały świat z Puerto de la Orotava (dziś Puerto de la Cruz). W latach 1704-1705 miasto zostało znacznie zniszczone przez trzęsienia ziemi, ale natychmiast je odbudowano, zachowując jego charakter. Dziś centrum miasta podlega nawet ochronie jako część europejskiego dziedzictwa kulturowego.

Jardín de Aclimatación de La Orotava

Zacznijmy po kolei. Dzień wcześniej wynajęliśmy samochód. Za 8 dni, bez limitu kilometrów, pełne ubezpieczenie, z parkingiem, zapłaciliśmy 158 euro. Samochód prawie nowy (niecałe 20’000 km). Mieli go nam podstawić rano o siódmej na parking, a klucze zostawić w recepcji. Zostawili o siódmej, ale wieczorem dzień wcześniej 😉 . Więc rano śniadanko i w drogę. Najpierw zajechaliśmy do wspaniałego ogrodu botanicznego Jardín de Aclimatación de La Orotava, w skrócie El Botánico lub Jardin Botánico.

El Botánico - Tak się bujamy
El Botánico

17 sierpnia 1788 r. król Hiszpanii Karol III podpisał dekret fundujący ogród aklimatyzacyjny w Puerto de la Cruz (wtedy jeszcze Puerto de La Orotava, to dlatego ta troszkę myląca nazwa). Założenie było proste, gromadzimy rośliny tropikalne i próbujemy je zaaklimatyzować do umiarkowanego klimatu Hiszpanii. Następnie wszystko przenosimy do Madrytu, ale jak to z roślinami bywa, nie wszystko poszło jak zakładano. Rośliny świetnie się miały na Teneryfie, ale nie wytrzymywały zim w Madrycie.

Chociaż Karol III  zmarł w 1788 roku, kilka miesięcy po podpisaniu dekretu, jego następca Karol IV dał projektowi zielone światło. Architekt Diego Nicholas Eduardo wykonał projekt, według którego rozpoczęto w 1790 r. prace. Pierwsze 35 okazów zostało posadzone w 1792 roku.

W tym przepięknym ogrodzie o powierzchni około 2,5 ha rosną dziś m.in. figowce, pieprz peruwiański, tulipanowce, cynamonowce, drzewo kiełbasiane (Kigelia africana), araukarie, ananasy, bananowce, krzewy kawowe oraz olbrzymi okaz brazylijskiego drzewa gumowego.

La Orotava

Kocham takie miejscowości. Centrum praktycznie nienaruszone, wolne od architektonicznych pomyłek nowych czasów. Stanąłem pod jedną z przepięknych kamieniczek i poczułem się jak w okresie kiedy Hiszpania była imperium, w którym nigdy nie zachodziło słońce – w okresie totalnej dominacji Hiszpanów na świecie, od Wysp Złodziejskich (obecnie Mariany) po niemal całe terytorium Ameryki Łacińskiej.

La Orotava - Tak się bujamy

Turyści zaglądają tu głównie na krótką chwilę, pospacerować po starówce. Nie ma tu prawie bazy hotelowej. Cały przemysł turystyczny skoncentrował się tam na dole, nad oceanem, w hotelowych molochach Puerto de la Cruz. Tutaj po przejechaniu zaledwie ok. 5 km przenosimy się w inny świat, gdzie czas zdaje się płynąć leniwiej – troszkę jak południowoamerykańska mañana.

Spacerowaliśmy powoli, nie spiesząc się. Chłonęliśmy klimat tego miasta. Uwielbiamy spacerować po wąskich, stromych uliczkach, starych miast. Zatrzymać się na chwilę i wsłuchać się w odgłosy życia, odbijające się od ścian. Tu ktoś woła na dzieci, by przyszły do domu na obiad. Tam dwie sąsiadki, stojąc na balkonach po obu stronach ulicy, opowiadają sobie najświeższe ploteczki. Za rogiem dwóch starszych panów, siedząc na ławeczce, gra w karty głośno pokrzykując.

Ratusz
Ratusz

Tak spacerując dotarliśmy do ratusza, by zaraz skręcić w boczną uliczkę, a potem kolejną, kolejną…

Casas de los Balcones
Casas de los Balcones

Koniecznie trzeba obejrzeć La Casa de los Balcones – wzór kanaryjskiej architektury, najsłynniejszą budowlę miasta.

Wewnętrzny dziedziniec jest bogato zdobiony, pełen kwiatów. W środku zachowano oryginalne umeblowanie, za niewielką opłatą można zwiedzić komnaty zajmowane niegdyś przez lokalną arystokrację.

Na jednej ze stromych uliczek znaleźliśmy Iglesia de Nuestra Señora de la Concepción – najpiękniejszą świątynie w mieście, często nazywaną katedrą lub bazyliką La Orotavy. Budowę pierwszego kościoła w tym miejscu rozpoczęto na początku XVI w. Jednak podczas trzęsień ziemi z lat 1704-1705 uległ on ogromnemu zniszczeniu. Odbudowaną świątynię poświęcono w 1788 r. Obecnie jest uznawana za pomnik narodowy.

Krążąc tak po miasteczku doszliśmy do słynnego, tonącego w kwiatach Placu Konstytucji  (Plaza de la Constitución). To serce La Orotawy. Roztacza się z niego wspaniały widok na miasto. Otaczają go takie wspaniałe budowle jak kościół San Agustin (Iglesia de San Agustin), dawny klasztor z 1671 r., czy pałac Liceo de Taoro, pomalowany na rdzawoczerwony kolor.

Liceo de Taoro
Liceo de Taoro

Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilkę by skosztować coś słodkiego – słynnych hiszpańskich churros. Zdążyliśmy tuż przed sjestą, która zaczyna się o 13 i trwa do 17. To czas kiedy wszystkie hiszpańskie miasteczka wyludniają się i zapada cisza. Tak było i tym razem. Miasto jakby wymarło. Tylko gdzieniegdzie spacerujący turysta, pstrykający namiętnie fotki.

Na każdej uliczce, prawie na każdym domu, można znaleźć takie piękne detale charakterystyczne dla architektury kanaryjskiej. Bajecznie rzeźbione okna, okiennice czy balkony cieszą oko.

Uliczke znam w ..!
Uliczkę znam w ..!

Po całym dniu wędrówki zrobiliśmy się bardzo głodni. W bocznej uliczce znaleźliśmy fajną knajpkę. Na zewnątrz budynek wyglądał jak każdy inny, ładne rzeźbione okna i drzwi, pomalowany na rudoczerwony kolor. Akurat tutaj niczym się nie wyróżniał, do tego mały napis restaurante. Po wejściu przez bramę ukazał się wspaniały dziedziniec, coś jak ze zdjęcia z La Casa de los Balcones. Pięknie. Miła pani zaproponowała nam stolik oraz podała menu. Poprosiliśmy o coś typowo kanaryjskiego – krótko, menu nas nie interesuje chcemy zjeść coś typowo waszego. Na stół najpierw wjechało pięknie podane na drewnianych deseczkach gofio. Gofio jest rodzajem mąki uzyskiwanej z pszenicy, jęczmienia, kukurydzy, które są prażone przed zmieleniem. To dlatego gofio charakteryzuje się intensywnym zapachem i specyficznym smakiem, a także lekko brązowym kolorem. Dodaje się go do wielu dań, nawet lodów. Nasze było podane w formie sprasowanego bloku. Mi smakowało bardzo, moim mniej. Następnie podano papas arrugadas – ziemniaki gotowane w bardzo stężonym roztworze soli morskiej. Do tego conejo en salmorejo – królik w marynacie z wody, oliwy, octu, soli, pieprzu, awokado. Wszystko było przepyszne. Co mógłbym jeszcze polecić – ropa vieja, czyli dosłownie „stare ubranie”, pomimo nazwy to pyszne danie z mięsa kurczaka, wołowiny, ziemniaków i ciecierzycy.
To jest jedno z tych miast, w których mógłbym zamieszkać. Pełne zieleni, kolorów, zapachów. Ciszy i spokoju. Tak inne od obecnego, zaganianego świata.

Cześć, Rafał i Magda (RiM) witają na stronie taksiebujamy.pl. Od kilku lat mieszkamy i pracujemy w Kopenhadze, oraz włóczymy się po świecie. Oprócz podróży lubimy dobre jedzenie, o kawie nawet nie wspomnimy - najlepiej smakuje o poranku, przed namiotem, gdzieś na odludziu.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Przeczytaj politykę prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close