Norwegia,  Podróże

Pięknymi drogami do Geiranger.

Podroż do Geiranger rozpoczęliśmy na drodze 55 (Fylkesvei 55). Wjechaliśmy na nią w Gaupne i dojechaliśmy do Lom. Dokładnie ten odcinek drogi nosi nazwę Sognefjellet (Sognefjellsvegen – używa się też tej nazwy) i w 1997 roku, jako pierwszy w Norwegii, otrzymał tytuł narodowego szlaku turystycznego – obecnie jest ich 18. Cały szlak Sognefjellet ma 108 km długości i nazywany jest „Drogą przez dach Norwegii“.

Fortun - Tak się bujamy
Fortun

Początkowo szlak wije się wzdłuż fiordu Lustrafjorden i dopiero za Fortun zaczyna się wspinaczka.

Od wieków Sognefjellet istniała jako szlak, którym przewożono towary i podróżowano. W latach trzydziestych XX w. postanowiono ten szlak „ucywilizować”. 16 lipca 1938 roku została otwarta nowa droga zbudowana przez bezrobotną młodzież, którą zatrudniono z terenów po obu stronach gór. Młodzi, niewykwalifikowani robotnicy kruszyli skały kilofami i łomami. Skruszoną skałę i ziemię wywożono na taczkach. Praca odbywała się tylko w okresie letnim, ale nawet wtedy niepogoda i opady śniegu utrudniały pracę.

Sognefjellsvegen – widok na pasmo górskie Hurrungane.
Sognefjellsvegen – widok na pasmo górskie Hurrungane.

Szlak wzbija się coraz wyżej. Krajobraz się zmienia. Przejeżdżamy obok słynnego hotelu Turtagrø (nazwa oznacza „miejsce gdzie rośnie turt” – czyli modrzyk górski). Turtagrø to bardzo stary przystanek w drodze przez góry między Lom i Skjolden. Ole Berge, górski rolnik i łowca reniferów, wraz z żoną Anną przyjmowali na swojej farmie licznych wędrowców. Widząc duże zainteresowanie postanowili wznieść w tym miejscu hotel. Jak postanowili, tak zrobili i w 1888 r., na wysokości około 900 m n.p.m. powstał Turtagrø hotell. Szybko stał się bazą wypadową dla alpinistów i turystów pieszych do leżącego na zachodzie Jotunheimen masywu Hurrungane, doliny Utladalen i dalej do centrum Jotunheimen Nasjonalpark. Niestety 24 stycznia 2001 r. stary, zabytkowy hotel spłonął. Odbudowano go w 2002 r. już w nowoczesnym stylu. Ole Berge był niesamowitą postacią, szkolił na przykład legendarnego odkrywcę Fridtjofa Nansena przed jego arktycznymi wyprawami. Pod koniec życia Ole został uhonorowany przez Króla za wkład w zwiększenie bezpieczeństwa w górach i za zasługi, jako przewodnik.

Okolice schroniska Sognefjellshytta, tu zawsze leży śnieg, to najwyżej położona cześć szlaku. W wielu folderach zobaczyć można zdjęcia drogi otulonej 5-6 metrowymi ścianami śniegu, pochodzą one właśnie stąd. Znajduje się tu ośrodek narciarski i jak się dobrze przyjrzycie, po drugiej stronie jeziora, na śniegu widać narciarzy biegających na nartach, a to połowa lipca. Niesamowity widok. Przy punkcie widokowym Fantesteinen droga osiąga wysokość 1434 metry n.p.m., jest to najwyżej położona przełęcz drogowa w całej Norwegii i w północnej Europie.

Dalej droga obniża się powoli. Zmienia się krajobraz, miejsce śniegu i szarych skał zastępuje zieleń porostów, a potem trawy. Przy dobrej pogodzie można zobaczyć najwyższe szczyty Norwegii, Galdhøpiggen (2469 m n.p.m.) oraz Glittertind (2452 m n.p.m.). Droga prowadzi doliną dochodząc w końcu do pojedynczych gospodarstw, aż dociera do Lom.

W miejscowości Galdbygde możecie skręcić w płatną, krętą i stromą drogę Raubergstulsvegen prowadzącą do Galdhøpiggen skisenter. Z brzegów jeziora Juvvatnet, położonego na wysokości 1835 m n.p.m., podziwiać można najwyższe szczyty Norwegii z bardzo bliska. To też wspaniały punkt wypadowy w góry Jotunheimen (w wolnym tłumaczeniu Dom Gigantów). To właśnie w tym masywie znajduje się 29 najwyższych szczytów tego pięknego kraju.

Na samym końcu Sognefjellet leży małe miasteczko Lom. Znajduje się tu centrum informacji i muzeum górskie Parku Narodowego Jutunheimen. Oraz oczywiście słynny Lom stavkirke. Kościół został zbudowany pod koniec XII w. Rozbudowano go w 1634 r. a następnie w 1663 r., wtedy otrzymał dzisiejszy kształt. Jest jednym z największych i najlepiej zachowanych kościołów typu stav (stavkirke – co to jest?). W okresie średniowiecza był bardzo popularny. Miejscowa ludność dzieliła go z wieloma pielgrzymami wędrującymi do Nidaros (Trondheim) lub do klasztoru św. Sunnivy na wyspie Selja. Czarna śmierć, która zebrała katastrofalne żniwo w 1349 roku, położyła kres temu tętniącemu życiem szlakowi pielgrzymek.

Podczas prac wykopaliskowych z 1973 r. okazało się, że kościół został zbudowany na pozostałościach wcześniejszej świątyni. Pod podłogą znaleziono także 2270 monet z około 1000 r. – największy taki skarb znaleziony w norweskich kościołach. W szczelinie pomiędzy dwoma deskami podłogi odkryto coś jeszcze – napisany runami list na kawałku kijka, laski (może pielgrzymiej) o takiej treści:

„Håvard przesyła Gudny Boże pozdrowienia i znaki swojej przyjaźni. Chcę Cię teraz z całego serca prosić o rękę, o ile nie myślisz związać się z Kolbeinem. Przemyśl swoje plany dotyczące związku i daj mi znać o swojej woli.”.

Przypuszczalnie Gudny dostała ten list przed mszą. Weszła do kościoła, przeczytała go, najprawdopodobniej uklękła i wsunęła drewienko miedzy deski. W średniowieczu msze były tak krótkie że nie było potrzeby zapewnienia ławek dla wiernych. Jedyna ławka stała pod ścianą i była zarezerwowana dla starszych i chorych. Po sposobie potraktowania tych oświadczyn można domniemywać, że Håvard odszedł z kwitkiem.

Droga 63
Droga 63 – okolice szczytu Dalsnibba.

W drodze miedzy Lom a Geiranger mieliśmy zamiar wspiąć się na szczyt Dalsnibba (1495 mn.p.m.). Znajduje się tam punkt widokowy z którego rozciąga się wspaniały widok na okoliczne góry i Geirangerfjord. Od schroniska Djupvasshytta prowadzi na szczyt góry prywatna płatna droga zwana Nibbevei (100 NOK). To jedyny szczyt w Norwegii, gdzie wjechać można samochodem. Niestety, tego dnia szczyt był przykryty gęstymi chmurami więc zrezygnowaliśmy – i tak nic by nie było widać. Widoki po drodze i tak były wspaniałe.

Geiranger to mała wioska, którą zamieszkuje tylko około 250 mieszkańców. W sezonie (maj- początek września) przez miejscowość przewija się jednak około 700 000 turystów. Przybywają tu samochodami, autobusami, promami i oczywiście wielkimi oceanicznymi statkami turystycznymi. Co roku do tej maleńkiej przystani przybywa około 200 tych kolosów, a na ich pokładach blisko 350 000 wycieczkowiczów. Dlatego Geiranger jest trzecim, po Oslo i Bergen, miejscem ich postoju w Norwegii.

Sama wioska urzeka swoim malowniczym położeniem. Usytuowana jest na samym końcu, najsłynniejszego i najbardziej malowniczego fiordu Norwegii Geirangerfjordu. Znajdziemy tu kilka hoteli i kempingów, punkt informacji turystycznej, kawiarenkę i oczywiście sklepiki z pamiątkami. W sezonie w centrum osady i przy przystani panuje prawdziwy zgiełk, wystarczy jednak odejść kilka kroków brzegiem fiordu i będziemy sam na sam ze spektakularną naturą. Turyści odkryli to miejsce już w XIX w., a pierwszy wycieczkowy rejs stateczkiem po fiordzie odbył się w 1869 r. W 2005 r. Geiranger został uznany przez Lonely Planet za najlepszy cel podróży w Skandynawii. Jest świetnym miejscem wypadowym do innych atrakcji takich jak lodowiec Briksdalsbreen, Trollstigen czy secesyjnego miasta Ålesund. W 2005 r. Geirangerfjord został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Geirangerfjord ma długość 15 kilometrów i otoczony jest przez jedne z najbardziej stromych gór na całym zachodnim wybrzeżu. Wcina się w nie wąskim klinem wygiętym w kształt litery “S”. Jego strome zbocza zdobią liczne wodospady. Najbardziej znane z nich to De Syv Søstre (Siedem Sióstr), Frairen (Zalotnik) i Brudesløret (Ślubny Welon). Kaskady wody spadają z wysokości 300 metrów wprost do fiordu. Miejscami głębokość Geirangerfjordu dochodzi do 700 m.

Geiranger – Droga Orłów (Ørnevegen).
Geiranger – Droga Orłów (Ørnevegen).

Biegnący na północ od Geiranger odcinek drogi 63 nazywa się Drogą Orłów – Ørnevegen. Wybudowana w 1954 r. trasa wspina się z poziomu fiordu pod górę ostrymi serpentynami (11 zakrętów) aż na 620 m n.p.m. Fajne wrażenia z podjazdu. Warto się zatrzymać na punkcie widokowym Ørnesvingen (Zakręt Orłów), gdzie z nowoczesnej platformy rozpościera się wspaniały widok na fiord i wioskę.

Wzdłuż stromych brzegów fiordu jeszcze do 1961 r. mieszkali ludzie na odizolowanych od świata farmach. Historie opowiadają o dzieciach przywiązywanych do palików, aby podczas zabawy nie spadły z urwiska oraz o farmerach blokujących głazami ścieżki by uniemożliwić przejście poborcom podatkowym. Niesamowity widok na fiord roztacza się z farmy Skageflå, dawniej najbogatszej w okolicy (właściciele posiadali aż 125 kóz, 60 owiec, 6 krów i jednego konia). Dosłownie wisi ona nad urwiskiem jakieś 250 m nad wodami fiordu. Zabudowania są przyklejone do górskiego zbocza i częściowo zakopane w ziemi. Miało to je chronić przed lawinami. Można się tu dostać albo podpływając stateczkiem do brzegu fiordu, albo ścieżką z Geiranger. Obie są strome i wąskie, czasami dosłownie przyklejasz się do ściany i szorujesz po niej twarzą. Ale warto się tu dostać, bo widoki rekompensują z nawiązką trudy wspinaczki.

Geiranger jest pod ciągłym zagrożeniem zerwania się lawiny z pobliskiej góry Åkerneset. W 2015 powstał nawet film katastroficzny pod tytułem Fala (Bølgen), opowiadający o możliwych skutkach takiej katastrofy. Film jest fajny, trzymający w napięciu i ukazuje piękno tych okolic – polecam.

Ktoś powie lawina, przecież w górach to w pewnym sensie normalka. Tylko, że tu chodzi o troszkę inna lawinę. Skała Åkerneset leży przy fiordzie Sunnylysfjorden, połączonym bezpośrednio z Geirangefjordem. To rodzi problem i ogromne niebezpieczeństwo.
Na czym ono polega? Tak obrazowo – do wód fiordu spadnie „kamyczek”, wywołując falę tsunami. Ten „kamyczek” będzie miał według ostrożnych szacunków około 700 metrów długości i 1200 metrów szerokości oraz 100 m głębokości, a do wody runie z wysokości 100 m. Przypuszczalnie wywoła ponad 80 metrowej wysokości falę (są szacunki mówiące o nawet 150 metrowej).
Podobne zdarzenie miało już miejsce. 7 kwietnia 1934 r. z góry Langhamaren w pobliżu Tafjord z wysokości 730 m do wody wpadł odłam skalny o objętości około 3 mln m³, wywołał 62-metrową falę powodziową. W wyniku kataklizmu zginęło wtedy 40 osób. Naukowcy przewidują, że od góry Åkerneset może odpaść nawet 100 mln m³ kamienia. Od momentu oderwania się skały mieszkańcy Geiranger będą mieli maksymalnie 10 minut na ewakuacje. Rozlegną się syreny, a automatyczny system zadzwoni do wszystkich z ostrzeżeniem oraz wyśle SMS-a. Mieszkańcy trenują taką sytuację i znają drogi ewakuacji.
Skała wyraźnie pęka i jest to proces nieodwracalny. Geologowie cały czas monitorują powstałą szczelinę, która obecnie miejscami jest już 30 metrowym rowem wypełnionym gruzem. Tempo odsuwania się skał w ostatnich latach wzrosło do około 20 cm rocznie. W szczelinie drobne odłamki skał są mielone na piasek przez naciskające na siebie warstwy. Gromadzący się w ten sposób piasek przyspiesza erozję skały, bo odpadająca część ześlizguje się po nim.

Kiedy ten ogromny blok odpadnie, nie wiadomo, ale że odpadnie to rzecz pewna.

Cześć, Rafał i Magda (RiM) witają na stronie taksiebujamy.pl. Od kilku lat mieszkamy i pracujemy w Kopenhadze, oraz włóczymy się po świecie. Oprócz podróży lubimy dobre jedzenie, o kawie nawet nie wspomnimy - najlepiej smakuje o poranku, przed namiotem, gdzieś na odludziu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Przeczytaj politykę prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close