Hiszpania,  Podróże,  Teneryfa

Garachico i okolice.

Garachico, Icod de los Vinos, Buenavista del Norte, to tylko niektóre z pięknych miasteczek Teneryfy Północno-Zachodniej. To rejon bardzo urozmaicony. Od zielonej doliny La Orotava – na jej widok znany przyrodnik Aleksander von Humboldt padł na kolana i dziękował Stwórcy za tak wspaniałe dzieło – aż po strome, w znacznej części niezamieszkałe góry Teno. Wino, cukier trzcinowy, a następnie banany przyniosły mieszkańcom tego rejonu względną zamożność. Obecnie głównym źródłem dochodu jest turystyka. Wielkie hotele znajdują się głownie w okolicach Puerto de la Cruz. Im dalej na zachód, tym ciszej, mniej turystów, gwaru. W malowniczych, górskich wioskach, życie toczy się jak dawniej. Rolnicy jak niegdyś uprawiają tarasowe poletka, przycinają winorośle, hodują kozy. Tu czas biegnie wolniej.

Icod de los Vinos

Jadąc z Puerto de la Cruz warto zajechać do Icod de los Vinos. Według legend Guanczów była to najstarsza osada na wyspie. To tutaj osiedliła się ich pierwsza, licząca 60 osób grupa. W czasie podboju hiszpańskiego znajdowała się tu stolica jednego z 9 królestw Guanczów – Icod. W tym okresie, całe królestwo, liczyło już według szacunków 1100 dusz (dla przypomnienia najeźdźców też było 1100, ale samych żołnierzy). Hiszpanie założyli tu miasto w 1501 r. i szybko zyskało na znaczeniu ze względu na urodzajne winne stoki. To dlatego później do nazwy dodano de los Vinos. Do dziś liczne bodegas znajdujące się przy starówce i w bocznych uliczkach, serwując dobre miejscowe wino.

Drago Milenario - Tak się bujamy
Drago Milenario

Główną atrakcją miasta jest jednak dracena Drago Milenario – o obwodzie 6 m i wysokości 17 m – najwspanialszy okaz tego gatunku (smocze drzewo). Nie ma co prawda 1’000 lat, jak sugeruje jego nazwa, szacuje się że ma około 600, ale i tak jest to najstarsza dracena na świecie. Dumnie stoi pośrodku miejscowości w parku botanicznym Parque del Drago. Sok z drzewa nazywany jest smoczą krwią ponieważ w kontakcie z powietrzem zmienia kolor na czerwony. Przez lata używano go do przygotowywania lekarstw. Ze względu na tą zmianę koloru Guanczowie uważali to drzewo za magiczne.

W La Casa del Drago, mieszczącej się obok parku, można kupić liczne pamiątki z motywem Drago.

Zaledwie kilka kroków od Drago Milenario wznosi się kościół św. Marka Ewangelisty. Wzniesiono go na początku XV w. Z nazwą wiąże się piękna historia. Otóż według legendy na pobliskiej plaży ukazał się, na piasku, obraz św. Marka i miejscowi postanowili to uczcić, nadając jego imię nowemu kościołowi. Tuż obok znajduje się plac Plaza de la Pila, obramowany pięknymi rezydencjami z XVIII w.
Niedaleko miejscowości znajduje się jeszcze jedna atrakcja – Cueva del Viento (Jaskinia Wiatru). To wulkaniczny tunel z licznymi wylotami, tworzący labirynt podziemnych korytarzy na trzech poziomach. Jaskinia mierzy około 18 km, co czyni ją największy tunelem wulkanicznym w Europie, a przy okazji jedną z najdłuższych jaskiń na świecie. Jej korytarze łączą się z innymi jaskiniami ( Cueva Belen, Cueva del Sobrado czy Cueva de las Breveritas). Znanych jest 7 wejść do tego podziemnego kompleksu. Bilet wstępu to koszt 20 € od osoby dorosłej , dzieci (5-12 lat) płacą 8 €. Dzieci poniżej piątego roku życia nie są wpuszczane.

Garachico

Garachico
Garachico

To najpiękniejsze miasteczko tego regionu. Nieduże – liczy 5’500 mieszkańców – spokojne i ciche. Ale nie zawsze tak tu było. Do 1706 r. był to największy port Teneryfy. To stąd wypływały, obładowane towarem, statki do Ameryki i Europy.
Miasteczko zostało założone w 1496 r. przez genueńskiego bankiera Cristóbala de Ponte. Korzystając z dogodnego położenia szybko się rozwijało. Niestety często nawiedzały je nieszczęścia. W 1646 roku doszło do osunięcia się ziemi, w wyniku którego zginęło ok. 100 osób, a 40 statków zostało zatopionych. 5 maja 1706 r. zakończył się złoty okres w historii Garachico. O świcie wybuch wulkanu Trevejo, zwanego także Czarnymi Piaskami – Arenas Negras lub Czarną Górą – Montaña Negra, zerwał mieszkańców z łózek. Siedem potoków lawy spłynęło po zboczu. Mieszkańcy mieli czas by się ewakuować – nikt tym razem, na szczęście, nie zginął. Lawa zalała znaczną część miasta, oraz całkowicie zniszczyła port. Przy okazji szeroko się rozlewając utworzyła nowy ląd nazwany Isla Baja. Mieszkańcy szybko odbudowali miasteczko na ledwo zastygłej lawie. Niestety port przepadł i kupcy przenieśli się do Puerto de la Cruz. Z tragedii ocalało tylko kilka wspaniałych budynków, które dziś są ostatnimi świadkami tych wydarzeń.

Castillo de San Miguel został zbudowany w latach 1575 – 1577 na rozkaz Filipa II i jest właśnie jedną z tych budowli, które przetrwał kataklizm praktycznie nietknięte. Ten maleńki zameczek miał ochraniać port i miasto przed piratami. Przez pewien czas należał do hrabiów Gomera. Obecnie mieści się w nim niewielka ekspozycja historii naturalnej.

Obok zamku mieści się niezwykła plaża. Są to baseny powstałe po ostygnięciu lawy.

Kościół św. Anny powstał około 1520 r. i został poważnie uszkodzony podczas wybuchu wulkanu z 1706 r. Odbudowano go jednak pieczołowicie i do dziś cieszy oczy swoim pięknym wnętrzem. Znajdują się tutaj dwie XVIII – wieczne figury św. Anny i św. Joachima wielkiego kanaryjskiego rzeźbiarza José Lujána Péreza.

Convento de San Francisco
Convento de San Francisco

Convento de San Francisco pochodzi z 1524 r. i jest najstarszą, oryginalną budowlą w mieście. Obecnie mieści się tu dom kultury i muzeum. Znajduje się przy Plaza de la Libertad, gdzie stoi pomnik bohatera narodowego Wenezueli, Simóna Bolivara, którego babcia pochodziła z Garachico.

Jeśli ktoś jest fanem „Szybkich i Wściekłych” na pewno wie, że wiele scen w części szóstej kręconych było na Teneryfie, m.in. w Garachico i jego okolicach.
Jeszcze mała ciekawostka dla miłośników cygar. Zaraz przy zamku, w białej kamieniczce, mieści się wytwórnia cygar MACUBA. Tak, wytwórnia, bo pan siedzi sobie w środeczku i sam zwija ręcznie cygara – jak przysłowiowy świstak. 😉 Siedzi, pyka powolutku cygarko i liść po liściu skręca pyszne cygara – kilka kupiłem, całkiem niezłe. Warto je troszkę potrzymać w humidorze, by się przetrawiły, ale i świeże są niczego sobie. Warto chwilkę popatrzeć jak naprawdę robi się ręcznie cygara. Jaka to sztuka dobrać odpowiednie liście na wkładkę. Dobrać ich smaki. Ułożyć je w harmonijkę niczym japoński wachlarz. Następnie trzymając wkładkę mocno w dłoni, ścisnąć ją mocnym, grubym liściem zwanym zawijaczem. Gdybyś teraz otworzył dłoń wszystko by się rozpadło. Teraz musisz całość wsadzić do matrycy – dwie identyczne, mocne deseczki z około 20 rynienkami w kształcicie cygara. Kiedy zapełnisz całą matrycę ściskasz ją do oporu. Po około godzinie obracasz cygara w matrycy i ściskasz ponownie i tak jeszcze raz i jeszcze raz. Cały proces trwa do momentu, aż cygaro stanie się idealnie okrągłe. Kilka godzin ściskania utwardziło cygaro i nadało odpowiedni kształt. Mimo, że nie użyłeś żadnego kleju cygaro już się nie rozwinie. Teraz można założyć delikatny liść pokrywowy. Pokrywa to ważny element – liście te są drogie, wielokrotnie selekcjonowane i oceniane. Musisz się z nim obchodzić ostrożnie, bo jeśli rozerwiesz to wieloletni proces hodowli, selekcjonowania, dojrzewania pójdzie na marne. Kładziesz liść na stole i przycinasz nożem chavetta do pożądanego rozmiaru, odcinasz też kawałek na kapturek. Zwijasz powoli, nadając odpowiedni kształt. Następnie zakładasz kapturek na głowie cygara. Wreszcie za pomocą  gilotynki obcinasz je od strony stopy nadając ostateczny rozmiar. I gotowe, można zapalić. Cały proces od zasiana maleńkiego nasionka, aż do założenia kapturka trwa lata. Warto się nad tym zastanowić zapalając cygaro. Ile to trudu i ciężkiej pracy potrzeba by powstała taka mała rzecz. Troszkę się rozpisałem, może kiedyś stworze osobny wpis o tym jak się robi cygara, a teraz wracamy do zwiedzania.

Buenavista del Norte

Podróżując dalej w kierunku zachodnim docieramy do ostatniej miejscowości na trasie Buenavista del Norte. To mała, piękna miejscowość u stóp imponującego masywu gór Teno. Została uznana za Dobro Dziedzictwa Kulturowego o kategorii Zespołu Historycznego ze względu na przebieg jego starych ulic oraz liczne przykłady tradycyjnej zabudowy. Warto zajrzeć na plac Remedios, gdzie spotykają się miejscowi. Wokół niego wznoszą się starannie odrestaurowane XVI- i XVII-wieczne domy. W chwili przerwy koniecznie musicie zjeść ciastko w wielokrotnie nagradzanej (otrzymała nawet nagrodę narodową) cukierni El Aderno (). Poezja smaku.

Po drodze mijamy rozległe plantacje bananów. Przepraszam miejscowi mówią plantas. Smaku kanaryjskiego banana nie sposób pomylić z żadnym innym. Uprawiane w idealnych warunkach klimatycznych, na optymalnej wysokości, do tego wulkaniczna gleba. W rezultacie otrzymujemy owoc mały, żółty i z małymi ciemnymi plamkami na skórce. Pycha. 😉

Za miejscowością znajduje się pole golfowe schodzące do samego oceanu. Jadąc dalej drogą TF 445 dociera się do punktu widokowego Mirador Punta del Fraile, skąd roztacza się ładna panorama okolicy.

Macizo de Teno
Macizo de Teno

Góry Teno (Macizo de Teno) wznoszą się na wysokość 1100 m n.p.m. i stanowią niedostępny świat. Geologicznie należą do najstarszej części wyspy. 7 mln lat temu masyw wyłonił się z oceanu jako osobna wyspa, a kolejne erupcje połączyły go z resztą Teneryfy. Nieliczne wioski, porozrzucane w tym niegościnnym terenie, przez wieki były odcięte od świata. Dopiero w latach 90 XX w. doprowadzono do nich asfaltową drogę – miejscami nadal niebezpieczną. Warto do nich dotrzeć, choćby do przepięknie położonej wioseczki Masca.

Jadąc dalej TF 445 dociera się do miejsca…

Co dalej?
Co dalej?

Jeśli się zdecydujecie jechać dalej (w czasie deszczu i wiatrów, oraz zaraz po, ziemia często się osuwa) dotrzecie do Punta de Teno, gdzie obok siebie stoją nowa i stara latarnia morska. W pogodne dni można stąd dojrzeć sąsiednią wyspę La Palmę.

Nie sposób opisać tu wszystkich malowniczych wiosek i wioseczek. Zachęcam więc do odwiedzenia tego pięknego regionu i spędzenia tu kilku chwil.

Cześć, Rafał i Magda (RiM) witają na stronie taksiebujamy.pl. Od kilku lat mieszkamy i pracujemy w Kopenhadze, oraz włóczymy się po świecie. Oprócz podróży lubimy dobre jedzenie, o kawie nawet nie wspomnimy - najlepiej smakuje o poranku, przed namiotem, gdzieś na odludziu.

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Przeczytaj politykę prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close