Antalya - widok na port
Podróże,  Turcja

Antalya – zapach pomarańczy.

Antalya to piękne, stare miasto, położone na tzw. Riwierze Tureckiej. To właśnie w tym rejonie Turcji, wyląduje większości z Was, lecąc z biurem podróży. Zapewne też wielu z Was jej nie zobaczy, rozkoszując się wylegiwaniem na hotelowej plaży. Moment, przecież wystarczy wyjść z hotelu na drogę, podnieść rękę (nie machać, bo kierowca po prostu nam odmachnie i pojedzie dalej) i złapać dolmuşa (dolmusza). Dolmuş to na ogół leciwy busik, zabierający kilka, kilkanaście osób. Ceny za przejazd wywieszone są na kartce i są w walucie tureckiej TL, z dopiskiem ile euro – lepiej płacić w TL bo kierowcy stosują zasadę 1 euro = 2 TL, wychodzi drożej. My za dojazd do Antalyi zapłaciliśmy 2 TL od osoby, za jakieś 25-30 km drogi. Dolmuş zatrzymuje się, tam gdzie zażyczy sobie pasażer. Czasami mają określone przystanki. Można się nimi w zasadzie poruszać po całej Riwierze.

Po około 45 minutach, ślimaczej, wesołej jazdy, dojechaliśmy do centrum. Kwiecień, wszędzie rosną pomarańcze. Cudny zapach, coś jak jaśmin, lekko słodki, przyjemny. Przespacerujcie się powoli po mieście, poczujcie jego klimat.

Zobaczcie, oczywiście jak wszyscy, minaret Yivil, oraz bramę cesarza Hadriana z II wieku.

Brama Hadriana
Brama Hadriana

Przespacerujcie się do portu, z którego, jak podają Dzieje Apostolskie (Dz. Ap. 14,25-26), Święty Paweł z Tarsu i Święty Barnaba, po naukach, odpłynęli do Antiochii. W tamtych czasach, Antalya nazywała się Attalia.

Zejdźcie z głównego potoku turystów. Pospacerujcie po bocznych uliczkach. Zajrzyjcie do małych knajpek, gdzie turysta nie zagląda. Można tam pysznie zjeść nie wydając przy tym majątku. Ceny za dobry obiad to około 2-5 euro. Napijcie się herbaty. Odsapnijcie.

Możecie spróbować zagrać z miejscowymi w tryktraka (miejscowi nazywają tą grę Tavla). Pewnie chętnie się zgodzą. Przecież, nie ma to jak ograć turystę, na euro lub dwa. Przy okazji dowiesz się, że za rogiem jest fajny hotelik, gdzie się kimniesz za grosze. Gdzie i co warto zobaczyć lub zjeść. Czasami, że wujek ciotki, szwagra naszego rozmówcy, był kiedyś w Polsce.

Zagramy?
Zagramy?

Zamknijcie oczy i poczujcie otaczające was zapachy. Pełno tu sklepików, straganów z przyprawami.
– Do mnie, do mnie. U mnie najtaniej.
– To dobra dla herbata – łamaną polszczyzna, krzyczy inny.
– To zalać wrzątkiem, wypić, a potem, to wiesz? Lepsze jak Viagra.
Sprzedawcy całymi dniami, jak nie zachwalają swojego towaru to usypują z przypraw bajeczne wzorki.

Warto poświęcić jeden dzień z urlopu, by to zobaczyć i poczuć. Plaża raczej nie ucieknie.

 

 

Cześć, Rafał i Magda (RiM) witają na stronie taksiebujamy.pl. Od kilku lat mieszkamy i pracujemy w Kopenhadze, oraz włóczymy się po świecie. Oprócz podróży lubimy dobre jedzenie, o kawie nawet nie wspomnimy - najlepiej smakuje o poranku, przed namiotem, gdzieś na odludziu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Wykorzystuję pliki cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Przeczytaj politykę prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close